Historia naszej Opiekunki, pani Basi

Chcę opisać Swoją historię, która łączy Mnie i firmę GoWork.pl .Na imię mam Barbara Jestem matką, która sama wychowuje dzieci. Mój mąż nie żyje. Pracowałam w zakładzie produkującym okna - czas pracy wynosił 12 godzin a wypłaty głodowe, na nic nie starczało. Zaczęłam rozglądać się za dodatkową pracą i pewnego razu natknęłam się na ogłoszenie  z GoWork.pl o pracy opiekunki osoby starszej na terenie Niemiec.

Nie ukrywam języka niemieckiego nie znałam. Dzwoniłam do kilku firm wcześniej pytając o pracę opiekunki z podstawami j. francuskim (swego czasu pracowałam trochę w Belgii i te podstawy francuskiego znałam). Ale wszędzie nic, tylko niemiecki i niemiecki. w internecie przeczytałam że pracownicy z Gowork organizują spotkanie w urzędzie pracy niedaleko mnie. Moja decyzja była krótka- idę. Miałam już wcześniej kontakt telefoniczny z rekruterką Gowork.pl, panią Edytą ,ale pomyślałam sobie, że spotkanie w cztery oczy zawsze jest lepsze. Poszłam. Dostałam materiał do nauki języka. Na początek myślałam, że nie dam rady. O matko jak ja się uczyłam - j.nieniecki plątał mi się z rosyjskim, francuskim no i ukraińskim (bo przy oknach  pracowałam z Ukraińcami i ich rozumiałam). Bardzo się męczyłam, ale opłaciło się. Po kilku tygodniach zdałam podstawowy egzamin.

W końcu otrzymałam krótkie zlecenie 3 tyg.  -jadę do Niemiec. Prawdę mówiąc umiałam tylko te kilka podstawowych słów z materiałów, ale stwierdziłam, że jak nie spróbuje, to nie będę wiedziała i pozostanie tylko pretensja do siebie samej.
Zlecenie było krótkie, ale ciężkie. Podopieczny (żona tego nie ujawniła, gdy zgłaszała się do firmy), weteran wojenny z dużą depresją, nadużywał alkoholu. Gdy podopieczny nie pił, stawał się inny. Bardzo dużo rozmawialiśmy, opowiadał mi o swoich misjach wojskowych. Pokazywał mi je nawet w internecie . Ale to, co było najdziwniejsze, okazało się, że ma polskie korzenie (pochodził z Wrocławia). Pod wpływem wspólnych rozmów zaczął szukać swojej rodziny. Przestał pić.

Po powrocie do Polski znów było mi ciężko. Powrót do produkcji okien, wypłata mała. I znów decyzja trudna -pojadę znów do Niemiec, spróbuje jeszcze raz.
Zwolniłam się z pracy – to była ostra decyzja- i znów pojechałam.

Pani Karolina, moja koordynatorka z Gowork.pl, była ze mną cały czas w kontakcie. Na każdy mój problem zawsze miała czas. Jeśli miałam jakieś niejasności, zawsze w ciągu kilku chwil wyjaśniła. A zlecenie wspaniałe. Starszy pan, który mieszka sam. Musiałam sprzątać, gotować, prać i chodzić z nim na spacery i sklepu- słowem prowadzić dom. Rodzina seniora bardzo miła. Syn przyjeżdżał i tylko pytał się czy czegoś nie trzeba. Jak chciałam, to piekłam ciasta ,dziadek był zadowolony, jak cokolwiek zrobiłam , piliśmy razem kawę, był wdzięczny że jest ktoś, kto nim się zaopiekuje. Miałam dostęp do internetu no i mogłam uczyć się niemieckiego zarówno z materiałów z Gowork.pl, jak i codziennymi rozmowami z podopiecznym. Powoli małymi kroczkami uczyłam się. Na tym zleceniu byłam 9 tygodni.
Powrót do domu zorganizowała (tak jak poprzednio) całościowo firma Gowork.pl.
Wróciłam  zadowolona i uskrzydlona.

Po Kilku tygodniach zdecydowałam się na kolejny wyjazd. No i pojechałam, tym razem do pani. Byłam zmienniczką opiekunki z innej firmy więc miałam opiekunkę, która przekazywała mi pracę Bardzo mnie nastraszyła, jak to ciężko jest u podopiecznej, ale wszystko okazało się w dużej mierze nieprawdą .Opiekowałam się panią która była po kilku operacjach, mieszkała na dole domu, zaś jej córka z mężem na górze. Bardzo miła rodzina nie mogę na nich narzekać, córka robiła zakupy i pranie –ja zajmowałam się toaletą podopiecznej i gotowaniem oraz sprzątaniem. Codziennie, od 14 do 16 miałam wychodne ,po przerwie była kolacja o 18 , o 20 była herbatka z kawałkiem ciasta - córka zawsze coś słodkiego nam podrzucała. Gdy zaczęłam regularnie sprzątać, dowiedziałam się, że Moje poprzedniczki nie sprzątały ,nie używały odkurzacza środków czystości. A gdy przyszła pielęgniarka żeby katedre założyć, powiedziała mi, że pierwszy raz u tej pani nie śmierdzi. Moja poprzedniczka nie chciała w podopiecznej zobaczyć człowieka- widziała tylko pieniądze za pracę i w tym cały problem.

Moja podopieczna okazała się wspaniałą kobietą. Na siłę uczyła mnie z fiszek niemieckiego, kazała wyłączać telewizje i uczyć się :)  Dużo mnie nauczyła, opowiadała, że opiekunki niektóre przyjeżdżają jakby na wczasy. Do firmy mówią co innego, a co innego  robią. Drogie Panie My jedziemy tam do osób chorych MY musimy być cierpliwi. To my musimy wykazywać się rozsądkiem i empatią. Dobro zawsze wraca do człowieka! Ja pracując tam zawsze mówię sobie, co by było i jak bym postępowała, gdybym to ja miała takie, a nie inne opiekunki.

Mówię szczerze, że nie ma się czego bać. Bariery językowe można pokonać. W Internecie są programy, firma daje materiały, na miejscu trzeba jak najwięcej mówić-tylko trzeba chcieć i trzeba okazać trochę serca i wyrozumiałości. Bo jako Opiekunki, my od tego przecież jesteśmy, by się opiekować.
Jeśli ktoś Mnie pyta czy nie żałuje i czy mam dobrą firmę mogę śmiało powiedzieć ŻAŁUJE, ŻE WCZEŚNIEJ NIE JEŹDZIŁAM. FIRMA MI ODPOWIADA. Spróbujcie -tylko uczciwie pracujcie, a się sami przekonacie.
Pozdrawiam serdecznie i (może) do zobaczenia w busie, w drodze na zlecenie :)

 

Strona głowna

Data dodania: 2017-05-15